Kategoria

Data

17 maj 2016

Twoje zaangażowanie wróci do Ciebie…

Sue opowiada o redukcji stanowiska pracy i o tym, co wydarzyło się w jej życiu po niespodziewanym zwolnieniu.  Zapraszam do lektury wywiadu.

 

Słyszałam, że odeszłaś z korporacji, założyłaś własną działalność i po jakimś czasie znowu wróciłaś do pracy w korporacji. Czy możesz powiedzieć o tym, co Cię spotkało?

W lipcu 2012 roku rozstałam się niespodziewanie z moim pracodawcą, ponieważ objęła mnie redukcja etatów. Przez długi czas szukałam zatrudnienia, przez portale internetowe, ale to nie przynosiło żadnych efektów. W międzyczasie podniosłam swoje kwalifikacje zawodowe. Zrobiłam certyfikat audytora wewnętrznego, jednak albo nie byłam zapraszana na rozmowy kwalifikacyjne, albo nie mogłam sobie pozwolić na to, co mi proponowano. Część ofert pracy wiązała się z cyklicznymi, tygodniowymi wyjazdami, a ja jestem mamą, więc nie mogłam przyjąć tych propozycji. Po roku od zwolnienia wpadłam na pomysł założenia własnej działalności.

Co było Twoją motywacją?

Towarzyszyło mi poczucie nieprzydatności i braku wpływu na cokolwiek. Bezrobocie jest trudne do uniesienia, szczególnie dla osoby, która pracowała. Do tego dochodzi duży stres. Pomysł na działalność był ucieczką od leków i fobii, ucieczką od statusu osoby bezrobotnej. Rozpoczęłam prowadzenie firmy, ale prawdę mówiąc nie byłam do tego dobrze przygotowana. Jedyne czego byłam pewna, to outsourcing księgowości. Znalazłam znajomą osobę, która prowadziła rachunkowość za mnie.

Czym się zajmowałaś?  

Chciałam świadczyć usługi audytu wewnętrznego. Regulacje prawne w coraz większym stopniu rekomendują prowadzenie badań audytowych, miałam nadzieję, że uda mi się zagospodarować tę niszę. W ramach prowadzania firmy udało mi się z zrealizować jedno zlecenie. Przetarg wygrał mój znajomy, a ja byłam podwykonawcą. Przez miesiąc prowadziłam kontrole i na tym zakończyła się moja praca. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że tracę pieniądze. Utraciłam status osoby bezrobotnej. Samodzielnie opłacałam składki, odprowadzałam podatki, a nie miałam przychodów. Zaczęłam się zastanawiać co robić. W jaki sposób aktywnie poszukiwać klientów i w którym kierunku pchnąć firmę? W tym momencie otrzymałam propozycję pracy, więc bez żalu z niej skorzystałam i zamknęłam własną firmę.

Jak długo prowadziłaś swoją działalność?

Krótko. Od listopada 2013 do marca 2014. Być może za krótko żeby zaistnieć na rynku, ale jednocześnie wystarczająco długo, żeby poczuć, że założenie firmy i bycie przedsiębiorcą, to oprócz szansy na coś nowego, również koszty i odpowiedzialność.

Czy korzystałaś z pomocy przy prowadzeniu firmy, pisaniu biznes planu?

Przed założeniem firmy intensywnie, ale bez skutku, poszukiwałam pracy. Odbyłam rozmowę z coachem, która uświadomiła mi, że warto wziąć sprawy w swoje ręce. Otworzyłam działalność. Do etapu pisania biznes planu nigdy nie doszłam. Wydawało mi się, że intuicyjny pomysł, który mam w głowie, w zupełności mi wystarczy. Popełniłam błąd, ponieważ pewne rzeczy warto zapisać i ustrukturyzować. Spisanie planu wiąże i zobowiązuje. Zabrakło mi struktury, w której wyznaczyłabym sobie limity finansowe oraz rzeczy do zrobienia.

Czy dostrzegasz korzyści wynikające z Twoich doświadczeń?

Moje doświadczenie jest być może przestrogą dla tych, którzy uważają, że firma to ucieczka przed bezrobociem. W wielu przypadkach własna firma może być rozwiązaniem takiej sytuacji, ale trzeba mieć dobrze przygotowany plan i rozeznany rynek. Branża, w której oferowałam swoje usługi wymagała bezwzględnego zaufania. Wchodziłam z zewnątrz do firmy i miałam dostęp do wszystkich, nawet wrażliwych informacji. Zleceniodawca musiał mi ufać i wierzyć,  że nie wykorzystam informacji przeciwko niemu; że zrobię z nich właściwy użytek i kiedy odejdę to zapomnę.  Byłam nieznana i w dużym stopniu był to czynnik, który sprawił, że nie dostawałam zleceń.

Czy możesz rozwinąć temat wyobrażeń o prowadzeniu własnej działalności? Jak wyobrażałaś sobie prowadzenie firmy, a jak wyglądało to w rzeczywistości?

Moim idealnym obrazem było to, że pracuję w domu. Mam zorganizowane biurko i komputer. Odprowadzam dzieci do szkoły. Wracam, siadam i robię to, co do mnie należy. Po skończonej pracy odbieram dzieci i jesteśmy szczęśliwą rodziną. Miałam kilka pomysłów na to, z jakimi klientami nawiązać kontakt i pomimo prób oraz zachęt, nic z tego kontaktu nie wyszło. Na pierwszy rzut oka wydawało mi się, że jest duża szansa na zlecenia i pracę, ale w rzeczywistości okazało się inaczej. Owszem był odzew ze strony przedsiębiorców, ale nie było zleceń. To było pierwsze niemiłe zaskoczenie. Miałam również pomysł na prowadzenie szkoleń z zarządzania ryzykiem, ponieważ okazało się, że ktoś ma taką potrzebę. I tutaj pomimo kilku emaili, przygotowania oferty oraz konspektu na szkolenie nie było dalszego kontaktu ze strony potencjalnego klienta. Rozbiciem marzeń o prowadzeniu własnej firmy było to, że próby nawiązania kontaktu z potencjalnymi klientami nie wychodziły. Odbijałam się od ściany.

W jaki sposób próbowałaś nawiązywać kontakt z klientami?

Dzwoniłam, wysyłałam emaile, ale nie udało mi się dojść do etapu bezpośredniego spotkania. Dostawałam albo odmowę, albo wyrażano potencjalne zainteresowanie moją ofertą, ale po trzecim, czy czwartym kontakcie, który nie prowadził do żadnych ustaleń wiedziałam, że nic z tego nie wyjdzie.

Czy szukałaś pomocy z zewnątrz w budowaniu kontaktu z klientem, budowaniu koncepcji na taki kontakt?

Podjęłam pewne próby. Nawiązałam kontakt z moim byłym szefem, ponieważ on również stracił pracę. Mieliśmy pewne pomysły i wspólne koncepcje, ale nigdy ich nie sfinalizowaliśmy. Nie udało nam się spotkać w wspólnym punkcie. Być może to nie był dobry czas na tę współpracę.

Jak radziłaś sobie z tą sytuacją?

To był trudny czas. Siedziałam i płakałam. Na szczęście mogę o nim mówić w czasie przeszłym. Jest coś ważnego, o czym Ci nie powiedziałam. Kiedy byłam bezrobotna zaangażowałam się w dwa duże projekty, które dały mi powód do funkcjonowania w środowisku. Pracowałam w nich bez wynagrodzenia, jako wolontariusz. W obu sytuacjach, to ja dawałam swój czas, zaangażowanie, umiejętności, wiedzę nie oczekując w zamian niczego materialnego. Projekty trwały parę miesięcy i w ostatecznym rozrachunku wyszło tak, że ja również skorzystałam  na udziale w tych projektach. Poznałam wiele nowych ludzi, moje nazwisko zaczęło krążyć w środowisku i przestałam być anonimowa. Miałam szansę pokazać, jak pracuję. Swoje obecne miejsce pracy zawdzięczam osobie, która mnie zarekomendowała. Zarekomendowała, bo zobaczyła jak pracuję. To, że poświęciłam swój czas oraz zaangażowanie przyniosło zaskakujący efekt. Gdybym nie wyszła do ludzi, nie otworzyła się, najprawdopodobniej nie miałabym obecnej pracy.

Podobnie, jak Ty, uważam że otwartość oraz szczere zaangażowanie przynosi niesamowite efekty. W moim odczuciu prawdziwy kontakt z ludźmi, których spotykamy, to cenny choć czasami niedoceniany kapitał.

To prawda. Kiedy jesteś osobą bezrobotną lub kiedy prowadzisz firmę, a ona się nie rozwija, wydaje się, że to Ty jesteś osobą potrzebującą. Jednak kiedy zdobędziesz się na wysiłek i zaczniesz coś dawać od siebie, to Twoje zaangażowanie wróci do Ciebie. Z wszystkich rzeczy, o których dzisiaj z Tobą rozmawiałam to doświadczenie jest najważniejsze.

Jakie rady dałabyś innym przedsiębiorcom?

Założenie firmy jest bardzo proste. Ten krok powinien być poprzedzony dobrym planowaniem, kilkoma scenariuszami awaryjnymi oraz jasnym wyznaczeniem granic, do którego momentu się angażujesz. Zaleciłabym trzy rzeczy. Przede wszystkim żeby wyznaczyć sobie granice na okoliczność, kiedy biznes się nie udaje. Warto wiedzieć, do którego momentu próbujesz. Ja pominęłam te założenia. Bardzo ważne jest zbadanie rynku oraz zapotrzebowania na usługi, które planujemy oferować. Należy dobrze sprawdzić ilu jest potencjalnych klientów. I czy oni są faktycznie klientami, czy tylko nam się tak wydaje. Ja miałam wrażenie, że w związku z wprowadzonymi regulacjami ustawowymi będzie zapotrzebowanie na usługi, które świadczyłam, ale rozminęłam się zupełnie z rzeczywistością. Należy zmusić się do tego, żeby biznes plan był napisany. To punkt odniesienia, który pomaga uniknąć rozczarowań.

Z czego jesteś dumna?

Z tego, że nie siedziałam i nie narzekałam tylko próbowałam coś robić. Zarówno na etapie bezrobocia, jak i na etapie własnej działalności. Miałam wolę do działania i nie poddałam się, nie załamałam, nie osunęłam w niebyt.

Czy jest jakaś myśl, szczególnie ważna, którą chciałabyś się podzielić z czytelnikami My cup of stories?

Przychodzą mi do głowy same metaforyczne i górnolotne rzeczy.

Śmiało, skoro przychodzą, to znaczy, że są istotne.

Myślę, że jesteśmy kowalami własnego losu i to od nas zależy, jaki on będzie, choć nie mamy wpływu na to, z której strony i od kogo dostaniemy materiał, do robót kowalskich. Warto być otwartym na różne perspektywy, na innych ludzi, bo może to być zupełnie przypadkowy albo niespodziewany przyczynek do sukcesu.

Jeżeli już jesteśmy przy sukcesie, chcę Ci zadać pytanie. Jakie korzyści dostrzegasz z drogi, którą przebyłaś?

Jest mnóstwo korzyści. Mimo bezrobocia bardzo się rozwinęłam. Podniosłam swoje kompetencje i umiejętności, głownie dzięki pracy nad dwoma projektami, o których wspomniałam. Jestem kompletnie inną osobą niż dwa lata temu. Jestem przekonana, że gdybym nie odeszła z firmy, gdyby nie objęła mnie redukcja etatu, nie miałabym szansy na taki rozwój. To od nas zależy, czy z doświadczenia wyciągniemy coś pozytywnego, czy też nie.

Bardzo Ci dziękuję za udzielenie wywiadu. Cieszę się, że mogłam wysłuchać Twojej historii. Rozmowa z Tobą była dużą przyjemnością i wielką inspiracją

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *